• Wpisów:51
  • Średnio co: 24 dni
  • Ostatni wpis:326 dni temu
  • Licznik odwiedzin:1 633 / 1260 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
1. Potrafiła spierdolić nawet najmniejsze szczęście
zrezygnować z miłości przez jedno głupie cięcie
odeszła od każdego z uczucia dla niego
on nie wiedział dlaczego odeszła z sercem jego
błąkała się po niebie szukając ideału
lecz na niej nikt nie zrobił aż tak wielkiego szału
nie wiedziała że właśnie on stoi nad jej grobem
modli się i płacze , chciał ją mieć za swa żonę
młoda dziewczyna ze wsi szukała wciąż miłości
nie wiedząc że na ziemi ten chłopak życie kończy
stwierdził ze nie ma sensu nie bd tego ciągnął
zaciągnął sobie sznurek odchodząc wraz z młodości
powiedział ze chce ją mieć za kochając żonę
ziomek dla tego gościa podnieś lewą pionę
wiedział co robi .. wiedział ze to źle
mimo to po rzucił całą swą rodzinę


ref. Nasze życie jest trudne , nie każdy je przeżywa
więc proszę Boga o to by szczęścia nie ukrywał
modlitwa ta to przekaz co serca nam przeżera
co miłość połączyła niech śmierć już nie rozdziela


2. Nie udała się próba , uratowali go
lecz nie dał za wygraną , on chciał zakończyć to
załamany chłopak wsiadł na swojego brata
który był z nim wciąż , zawsze przez zmarnowane lata
chodź obiecywał sobie , że motor go nie zniszczy
w tej chwili nie miał wyjścia a opona aż piszczy
więc bez zastanowienia manetka do oporu
chciał wypaść jak najszybciej z obranego wcześniej toru
nie martwił się już wcale o życie , o rodzinę
chciał być po prostu z nią chciał być na zawsze przy niej
i w myślach miał on tylko jej twarz ze łzami w oczach
nie zauważył tira przepraszam , koniec , kropka .
i takim to sposobem oboje stracili życie
już nie ma ich na ziemi , zostało ich odbicie
lecz są zadowoleni , spełniają swe marzenia
kochają się wciąż bardzo, ten czas ich nie pozmieniał


ref. Nasze życie jest trudne , nie każdy je przeżywa
więc proszę Boga o to by szczęścia nie ukrywał
modlitwa ta to przekaz co serca nam przeżera
co miłość połączyła niech śmierć już nie rozdziela
 

 
1. Nikt mi nie wierzy , gdy mówię o problemach
mieć chłopaka i normalnie żyć ? tak się nie da
być nastolatką , trwać w zgodzie z rodzicami
takie życie jest ułożone bardziej niż origami
wychodzisz gdzieś , mówisz matce prawdę prosto w oczy ona twierdzi że z kłamstwem zawsze jej wyskoczysz patrz kurwa teraz , jak czasem ją okłamie
ta wyrodna matka da Ci zjebaną kare
“Tb się w głowie pierdoli , masz najebane w bani”
sorry, wiem co robię . wiec wara z mojego życia z tymi brudami
ziomek , poczuj ten stan . zobacz drugą stronę
tego miejsca nigdy nie nazwiemy domem

ref. Smutne jest życie młodego człowieka
krótkie jest życie a czas ciągle ucieka
nie ważne to wszystko , wiedz jesteś najlepsza
olej zmartwienia , bądź prawdą serca . !

2. Zrozumieć moją prawdę nie jest wcale łatwo
nie każdy mnie ogarnie , nie każdy lubi za to
czasem mi jest trudno . dość często boli serce
nie przejmuj się mym życiem ja trwam w ciągłej udręce
choć często boli głowa , a mięśni nie mam wielu
wezmę Cie na ręce , poprowadzę do celu
razem zawsze , wszędzie i razem do Twej trumny
tak bracie zapamiętaj , ja z Twego życia dumny
nie patrz na moje pomyłki , na bieg w moim świecie
to że mam wszystko zjebane , dobrze o tym wiecie
płynę z wami wciąż prosto , prawdę razem powiemy
wszystko się pierdoli , więc kłamać nie możemy !

ref. Smutne jest życie młodego człowieka
krótkie jest życie a czas ciągle ucieka
nie ważne to wszystko , wiedz jesteś najlepsza
olej zmartwienia , bądź prawdą serca . !
 

 
"Każdy ma swoja drogę ziomek
Ale każdy w tej grze jest jak pionek
Każdy ma swój wybór życia
Ale nie każdy potrafi iść nim bycia
Każdy lubi mieć hajs w portfelu
Ale w tym jebanym kraju to zarobi gorsze jak w jebanym Izraelu
Każdy by chciał mieć szacunek na ulicy
Ale jedynie za dnia pod sklepem to kurwa pseudo ulicznicy

Każdej nocy przewijają mi się te linijki między myślami
Składając się w jedność przy tym bice , wypluwając je garściami
Przekładając bity i zwrotki, wyjawia się prawdziwe prześlanie
Które może kiedyś kogoś zawiśnie na ścianie
Ziomku wiem jedno to życie nie jest łatwe
Bo nie każda twarz jest prawdziwa, takim ścierwem kurwa gardzę!
Pierdole kłamstwa i puste słowa , jedynymi komu ufać potrafię to moje mordki
Prawdziwy szacunek, ręka w górę za te prawdziwe ziomki
Za hajs nie sprzedadzą , na psy nie podadzą "
 

 
Ooo nie łam się będzie dobrze.
Wiem, łatwo powiedzieć.
Ale lepiej mieć nadzieję, niż siedzieć i nic nie mieć.
Chciałbyś nie wiedzieć, a najlepiej zniknąć.
Mam klucz dla Ciebie, chodź, naprawimy wszystko.

Będzie dobrze
 

 
Wszystko przemija wokół
uciekają też życia chwile,
więc nie przyspieszaj kroku
lecz nie pozostawaj też w tyle.
podążaj spokojnie do celu
gdziekolwiek on się znajduje,
jesteś jednym z wędrowców wielu,
który swej drogi poszukuje,
bo one są najcenniejsze w życiu
te Twoje własne doświadczenia
tylko one naprawdę się liczą,
a reszta... nie ma znaczenia.....
 

 
Mamy sny, które męczą
I te co chcemy spełnić
Pierwsze to codzienności
Drugie to cel odległy
Kolor melanż zabarwił charaktery
Ukształtowani w całość
Zanim życie zrozumiemy.
 

 
Krzyk, głucha cisza, kłótnia
Niewyraźne odbicie w zakładowych lustrach
Zamiast luksusów pusta kuchnia
Zamiast kolacji zagryzione usta
Masz, czy od ciebie mają więcej
Bawisz się, by znaleźć sobie miejsce
W naiwnej kolejce, gdzie dzielą szczęście
Czekasz... Rozkładasz ręce
Z portretu dnia wymazałeś się
"Być albo nie być" straciło sens
Mając okruchy chcesz zbudować przyszłość
Wygrać walkę o rzeczywistość
W tej walce jesteś sam
Nikt nie chce pomóc tobie
Możesz wygrać ją
Tylko wybierz dobrą drogę!!!
 

 
Zegar zabrał nam kolejną dobę
Wstań z łóżka albo opuść podłogę
To taki boski układ
Dać życie, ale szczęście ukraść
Czerwony dywan masz wyczyścić
Po najwyższych zbierać kieliszki
Zbuduj most, będziesz miał gdzie mieszkać
Znajdź system na loteriach
Stać w kolejce ludzkich żyć
I setny raz, to miejsce znasz jak nikt
Oni myślą, że nic nie znaczą
Swoje imię utracili z poprzednią pracą
Z imieniem plany , z planami szczęście
Niektórzy mają alimenty na odejście
Innym się po prostu nie chce
Masz nóż, walcz lub wbij sobie w serce!
 

 
Chcę Ci podziękować za wielkie serce
i odwagę...
Za promyk, który widzę w każdym słowie.
Za umiejętność dzielenia się tym
co w Tobie najlepsze...
Za czas, który był jest i będzie...
Za fale nadziei wypełniającą serce...
Zaufanie, którym obdarzasz każdego...
Za wiarę, tam gdzie jej brakuje..
Ten codzienny uśmiech
i smutek jednocześnie..
Łzę w oku, gdy nikt nie widzi...
Tyle by jeszcze wymieniać...
Tyle literek napisać...
Może jednak wystarczy samo...
"DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ">
 

 
Gdy jestem sama, Jesteś moim cieniem..
Gdy płaczę, Jesteś moim ramieniem
Gdy się smucę , Jesteś moim uśmiechem
pomimo wad, obaw ,słabości i lęków
pomagasz mi się wzbić ku pełnemu szczęściu..
Chwytasz mnie za dłoń i prowadzisz na bezpieczny ląd..
 

 
Kochałam te dni, gdy do późna siedzieliśmy na huśtawkach gadając o bzdurach. w końcu zbierało mi się na wspomnienia. za każdym razem kucałeś przede mną, patrzyłeś mi w oczy, mówiąc ‚ mała nie smuć się, pierdol go. Obiecałaś, że spróbujesz. ‚ po czym potrząsał mną a ja spadałam na trawę. siedziałeś i mnie przytulałeś. wiesz, nie było miłości, ale w tamte dni dowiedziałam się, jak wysoko stawiam przyjaźń z Tobą – zrobię dla Ciebie wszystko, nawet jeśli czasami tak niemiłosiernie mnie wkurwiasz Pawełku
 

 
Co mam powiedzieć gdy nie potrafię mówić
Jestem małym człekiem i czekam na świat
Wiem ze pewnie możemy się polubić
Ale jak to zrobić, kiedy decydujesz sam

Skąd wiesz może gralibyśmy w piłkę
Skąd masz wiedzieć i to jest przykre
Nawet nie wiesz jak miałbym na imię
Ja nic nie zrobiłem, a to ja dźwigam ta winę

1.Daj mi szanse, pooddychać trochę
Mogę być kimś, chce mieć własną wole
Może byłbym artysta, a może byłbym nikim
Nie ważne ale tez chciałbym żyć przy kimś
Być przy tym jak będę mógł mieć swoje dzieci słyszysz?,
Nie mam czym się bronic, nie mogę nic powiedzieć
Ale musisz wiedzieć, ze to normalne przecież
Wschody słońca, zachody czuć przebiec
Przez Życie a ty o moim życiu decydujesz przecież
Kimkolwiek jesteś, nie ważne co ja czuje, w twoim świecie
Jesteś sam a ja mam głowę, ręce, nogi buzie
Nie odbieraj bicia serca, niech odbierze Ten na gorze
jedni się modlą bym się zdrów narodził
Ktoś mnie spłodził a unikają tych narodzin
Moich godzin nie licz, policz swoje
Każda z nich przecierpimy we dwoje, koniec

Co mam powiedzieć gdy nie potrafię mówić
Jestem małym człekiem i czekam na świat
Wiem ze pewnie możemy się polubić
Ale jak to zrobić, kiedy decydujesz sam

Skąd wiesz może gralibyśmy w piłkę
Skąd masz wiedzieć i to jest przykre
Nawet nie wiesz jak miałbym na imię
Ja nic nie zrobiłem, a to ja dźwigam ta winę

2.Winni z wina, żyją i trudno
Czy masz sumienie, nie no to trudno
Jeszcze zobaczysz, ze beze mnie będzie nudno,
Twoje sumienie gryzie długo, znowu trudno
Twoje zmartwienie sam wdepnąłeś w to gówno
Ja tylko czekam i dorastam po cichu
a ty już kombinujesz jak będziesz się czuć
czy naprawdę jestem nieszczęściem,
raczej nie i nie oceniaj mnie przecież
nawet nie widziałeś kim jestem
na pewno Twój moje miejsce tu
zamiast wesprzeć, chcesz zabić wszystko we mnie
trzeba było myśleć o tym wcześniej, wiesz że
mam racje, będziesz myślał o tym częściej
będzie ryczał co dzień będziesz czul dreszcze
co na tym zyskasz ze zabijesz mnie wreszcie?
Spokój, wygodę raczej nie wiem przecież

Co mam powiedzieć gdy nie potrafię mówić
Jestem małym człekiem i czekam na świat
Wiem ze pewnie możemy się polubić
Ale jak to zrobić, kiedy decydujesz sam

Skąd wiesz może gralibyśmy w piłkę
Skąd masz wiedzieć i to jest przykre
Nawet nie wiesz jak miałbym na imię
Ja nic nie zrobiłem, a to ja dźwigam ta winę
 

 
1.
Zamknięte usta dusza w środku się rusza
nie wiem chce wyskoczyć gdzieś daleko chce się z stąd urwać
chyba nie mam do zaoferowania już nic tam są drzwi
kiedyś to słyszałam i ciągle mi się śni mi
Boże daj odwagi daj mi trochę więcej światła
bym w ciemności nie wpadła znowu w ręce tego diabła
dziś stoję tu trochę sama jak ten palec
jest mi niedobrze zwymiotuje żalem
idę dalej chociaż ciało ociężałe
kiedy musze stoję na baczność mów mi generale
z dnia na dzień oddycham dojrzalej
chociaż spadam w dół
roztrzaskując dobro o waszą skalę
i tu są takie małe rzeczy
i mimo tego czekam będąc wściekła
czy będąc ostatnią będę pierwszą
czy będąc gnojem będę lepsza
nie wiem na razie niewiadome zapisuje w zeszyt

REF:
To jest mój Boże moja skromna spowiedź [BIS 4x]


2.
Mówili do mnie mistrzu mówili do mnie fuck you
przysięgam nie robie muzyki dla tego poklasku
pierwszy utwór powstał gdy miałam kupę smarków
zakończę to robić gdy zakopią mnie w piachu
te boisko obserwuje z autu łapie w płucach luftu

z daleka od kątów z daleka od struktur
już na śmierć możesz sypać pudru
i tak się rozpadniesz jak każdy z tego konduktu
grają marsze idą tańczę grają werble
idą w parze z ludzkim gniewem i ludzkim fałszem
już sama nie wiem czego chce bardziej
czy współczucia czy może wasze środkowe palce


REF:
To jest mój Boże moja skromna spowiedź [BIS 6x]
 

 
Robisz z siebie marnego bohatera
Lecz bliższy jesteś ewidentnego zera
Udajesz kogoś kim wcale nie jesteś
Jednocześnie docześnie zmień życie jak najwcześniej
Masz dwie twarze
Ja Ci twoją prawdziwą pokaże
Co robisz stale to nie mieści w pale
Zmień się koleś bo jesteś zwykłym śmieciem
Szukasz szczęścia jak liter w alfabecie
W tych ciuchach wyglądasz jak moher w swym bercie

O przyjaciołach nigdy nie zapomnę
I w dniu sądu ostatecznego o was tam napomnę
Ktoś kto jest tego wart
Dla mnie zasługuje na miano brat
Kiedyś ja będę jak bezlitosny kat
Jesteś tak żałosny , czujesz moją dominację ?
Wszystkich, których nie zasługują na moją rację
Zlinczuje Cię i możesz wnieść swoją apelacje
Zrobię Ci mózgu szybką operację
I zdejmę tę fałszywą maskę
Wtedy będziesz skazany na samego siebie
Znajdziesz się na glebie zanim się obejrzysz
Może się rozejrzysz to taka mała prośba ?
Spraw by szatan znów Cię nie dał rady obwiązać
Ja jestem silniejsza od całej arabskiej Al-kaidy
Jestem tutejsza ty jesteś całkiem obcy
Jesteś zagrożeniem jak pijani drogowcy
Głupota niszczy zdrowie czego dowiedli naukowcy
Czyli ty już jesteś trupem
Ja pisze swoje testy ty siedzisz nad pustym arkuszem

Pisze nowe ciężkie wersy
Ty swój nowy marny wierszyk
Ja tworze protest wyrazów obrotem
Teraz zmieszam Cię z błotem
Ty jesteś taki sam jak 100 innych osób
Ja mam swój sposób nie słucham marnych odgłosów
Czego rapem nazwać się nie da
Twoje rymy to umysłowa bieda
Ja oblewam swój kolejny sukces
Ty zatapiasz swoje smutki w wódce

Nie licz na kogoś, licz tylko na siebie
Ja znajomych plewie jak ziemie z chwastów
Młody zabastuj ty też powinieneś to zrobić
Wokół nas pełno fałszywych twarzy
W naszych czach wciąż brakuje lekarzy,
Którzy leczą chorobę naszej duszy
By nie przeżywać katuszy, coś należy poruszyć
Ciągle nie wiem co może tutaj pomóc
Sama nie dam rady więc mi ziomuś pomóż
Ja swoją walkę rozpoczynam na papierze
Moja kartka kiedyś pusta dziś słowami się mieni
Wielu z was błędnie mnie oceni
Są jak oślepieni nie widzą tego co warto
Czekam aby kiedyś mnie poparto
W tej walce z codziennością i ludzkimi słabościami
Zbije was rymami spadających wprost z mej głowy

Wygrać ten konkurs to jest bagatela
I nie nie zgrywam tego bohatera
Konkurencja to jest dla mnie małe piwo
Które wlewam w siebie jak w samochód paliwo
Miewam czasem mieszane humory
Lecz będę nagrywała kolejne utwory
Uderzy w Ciebie niczym monsun niszczący wszystko
Jak oko oślepione z jupiterów błyskiem
Nie jesteśmy jak ty nie w chodzimy ludzią w dupy
Zostawiamy za sobą poległe w walce trupy

Jak bardzo cenisz swoje bezpieczeństwo
Czy potrafisz okazać swoje męstwo
Jakie cechy tobą kierują
Jakie rzeczy od środka Ciebie trują
Co powinieneś zmienić a co w spokoju zostawić
Życiem nie należy się zbytnio bawić
Inni mogą tego po prostu nie przetrawić
Mogą najzwyczajniej nie wytrzymać
W tej dżungli codzienności
Gdy jutro jest dziś
A dziś jest przeszłością
Nie należy żyć zwykłą codziennością

Ból w sercu nie pozwala zrozumieć
By oblicze tragedii pojąć umieć
Tu 154 już więcej nie poleci
Prezydencie i ty już nie polecisz
A wraz z tobą 95 innych ofiar
Szacunek do Ciebie dopiero po śmierdzi
Dopiero po tragicznym końcu kadencji
Media przed śmiercią Ciebie oczerniały
Po śmiercie bohater obwołały
Rano wstając w telewizji zobaczyłem
Szczątki samolotu w lesie pod Katyniem
Nikt nie przeżył tragicznego lądowania
W telewizji bez bawełny obwijania
Zginął prezydent i jego małżonka
Zginął kwiat polskiego państwa
Koniec kłamstwa i wzajemnej nienawiści
Koniec korzyści z tragedii najbliższych


Nie ran Najbliższych tobie osób
Dziękuj im za każdy dzień w każdy możliwy sposób
Nie bądź jak Syzyf żyj chwilą
Nawet jeśli się wszyscy mylą
Rób swoje nie oglądaj się na innych
I nie czuj się nigdy winny
Za coś czego nigdy nie zrobiłeś
Życiem się jeszcze wcale nie napoiłeś
Teraz tobie należy się rozpusta
Wreszcie sobie życie dobrze ustaw
Gustuj w ustach i biustach pięknych pań
Wstań na nogi i się otrząśnij
Lecz zbytnio nie dorośnij w duchu pozostań dzieckiem


Przyjaciół policzę na palcach jednej ręki
Od innych nawet nie otrzymam podzięki
I nie nie jestem kimś dążę by nim zostać
Teraz kreuje swoją nową postać
Ludzie są najbardziej fałszywi
Czasem chce wstać i się zdziwić
Że ten świat nareszcie się zmienia
Niech się zmieni wszystko
Oprócz mojego przyjaciela
A dokładnie kilku których w sekundę zliczę
Jeśli się nie zmienisz zapale na twoim grobie znicze
 

 
Są takie dłonie co dławią usta, i słowo każde w potrzask łapią,
i są nam jak pogańskie bóstwa, co strach, pokorę w duszę gnają.
 

 
Zegar zabrał nam kolejną dobę
Wstań z łóżka albo opuść podłogę
To taki boski układ
Dać życie, ale szczęście ukraść
Czerwony dywan masz wyczyścić
Po najwyższych zbierać kieliszki
Zbuduj most, będziesz miał gdzie mieszkać
Znajdź system na loteriach
Stać w kolejce ludzkich żyć
I setny raz, to miejsce znasz jak nikt
Oni myślą, że nic nie znaczą
Swoje imię utracili z poprzednią pracą
Z imieniem plany , z planami szczęście
Niektórzy mają alimenty na odejście
Innym się po prostu nie chce
Masz nóż, walcz lub wbij sobie w serce!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Krzyk, głucha cisza, kłótnia
Niewyraźne odbicie w zakładowych lustrach
Zamiast luksusów pusta kuchnia
Zamiast kolacji zagryzione usta
Masz, czy od ciebie mają więcej
Bawisz się, by znaleźć sobie miejsce
W naiwnej kolejce, gdzie dzielą szczęście
Czekasz... Rozkładasz ręce
Z portretu dnia wymazałeś się
"Być albo nie być" straciło sens
Mając okruchy chcesz zbudować przyszłość
Wygrać walkę o rzeczywistość
W tej walce jesteś sam
Nikt nie chce pomóc tobie
Możesz wygrać ją
Tylko wybierz dobrą drogę!!!
 

 
Mamy sny, które męczą
I te co chcemy spełnić
Pierwsze to codzienności
Drugie to cel odległy
Kolor melanż zabarwił charaktery
Ukształtowani w całość
Zanim życie zrozumiemy.
 

 
 

 
Oj tak
 

 
Są chwile, gdy samotnie spadam w dół, to są dni, kiedy nie mam sił, świat pęka w pół, i nikt nie wie kim jestem, dokąd idę, czy jeszcze, dziś samotna, stoję przed tobą ciągle jeszcze żyje, wierzę i jestem.
 

 
Mieliśmy być poważni,
tak pięknie to wygląda tylko w wyobraźni,
wiesz.. Tak przy okazji,
kurwa, dziś zostawisz mnie po raz ostatni!
Niektórzy mają luz, faceta, kwadrat,
ja nie pasuje do tego obrazka, od dawna,
bolą mnie żebra i twarz a
z każdym oddechem jestem bliżej diabła,
znów, jestem sama jak palec,
już dzisiaj, wiesz wpadłam powiedzieć tylko parę
słów, znikam.
Na sercu kamień, z ust cisza
i znów się nie znamy i mijamy wśród pytań,
myślisz że będzie spoko? wątpię,
nie obchodzi mnie co mówisz, teraz o mnie!
 

 
I znów pod klubem rozmazany tusz, łzy
Ból zabijam bólem, mam to we krwi
Przynoszą ulgę, czasem są jak opium
Kiedy wypłukują na chwilę żal z oczu
Nie mam pytań, kiedy w lustrze je spotykam
Mimo że próbujesz mocno, oczy tracą ostrość
Zanim do końca się nie rozsypie
Uciekam wzrokiem, zawijam się w liście
I ciągle myśle - kocha, nie kocha
Upychając towar po zatokach
Czuje te świeże na sercu blizny
Tym razem nie ten, zły typ mężczyzny
Został diamentowe serduszko, na szkłach para
Spacer alejami cierni w ciemnych okularach
Ja wiem, i on to wie.
Życia strumień, deltą rzeki morze łez ...
 

 
Morze gorzkich łez, cierpkich łez
Płacze przez kogoś, ktoś płaczę przeze Mnie.
Krzyk, niepotrzebne słowa... Po co to? Nie wiem
Zimne jak lód, gdy serca chłód
Zwiastunem burzy, deszcz Mojej duszy
I czuje znów, że nadchodzi wielka fala
Nie tego chciałam, ale to dostałam
W oku topnieje kra, tną jak biały szkwał
Później też są, gdy opada mgła
Gdy przypominam na sobie jego dłonie
Nie zatamuje ich, prędzej w piekle zgaśnie ogień
I płyną, kiedy dzwonie, chociaż nie warto
Żeby zamienić słowo z nagraną sekretarką
Nie waham się, brniesz dalej
Perwersyjnie eksponując je jak ranę...